Bank na sprzedaż – cena wywoławcza: 1 euro!

„Banco Popular” był szóstym spośród największych hiszpańskich banków. W ostatnim czasie popadł jednak w bardzo poważne kłopoty. Trudności z rentownością tej instytucji sprawiły, że zdecydowano się na podjęcie radykalnej decyzji. „Banco Popular” został sprzedany innej grupie finansowej. Decyzja ta została podjęta przez unijne instytucje wedle postanowień ws. jednolitego mechanizmu restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji.
Jak donoszą hiszpańskie media, jest to pierwszy przypadek, w którym to Unia Europejska tak wyraźnie zaingerowała w działanie instytucji finansowej. Władze unijne uznały, że „Banco Popular” nie jest w stanie prowadzić dalszej działalności z racji sytuacji finansowej, w jakiej się znalazł.
Ku zaskoczeniu wielu osób „Banco Popular” został sprzedany za… jedno euro. Zakupił go bank Santander. Straty wynikające z upadku danej instytucji finansowej pozostaną jednak troską jej dotychczasowych akcjonariuszy. Teraz przed hiszpańskim gigantem bankowym stoi trudne zadanie uporządkowania wchłoniętego podmiotu. Zarząd banku Santander zapowiedział, że przeznaczy 700 milionów na poprawę kondycji struktur i zobowiązań odziedziczonych przez „Banco Popular”. Decyzja może wydawać się ryzykowna. Z drugiej jednak strony w ten sposób udało mu się umocnić pozycję lidera hiszpańskiego sektora bankowego. Pomoże mu to także w ekspansji na rynek portugalski. Od teraz największy hiszpański bank będzie obsługiwał aż 17 milionów klientów.
Czy takie rozwiązanie okazało się salomonowe? Okazuje się, że wyjście, do jakiego poprowadziły unijne procedury, ma swoje dobre strony. Udało się wybrnąć z sytuacji bez potrzeby wsparcia ze strony budżetu państwa. Straty związane z upadkiem „Banco Popular” dotknęły tylko i wyłącznie jego akcjonariuszy i obligatariuszy. Fundusze i zobowiązanie klientów banku są natomiast w pełni zabezpieczone. Sprzedaż banku za jedno euro okazała się lepszym rozwiązaniem niż jego całkowita likwidacja.

Hiszpańscy ochotnicy do ISIS

Stale wzrasta liczba mieszkańców i obywateli Hiszpanii, którzy opuścili kraj, aby przyłączyć się do skrajnych ugrupowań muzułmańskich. Do takich wniosków dochodzą hiszpańskie władze na podstawie zgromadzonych statystyk. Wynika z nich, że najczęstszym kierunkiem takich wyjazdów jest Irak, Syria oraz Suhadal, czyli region południowych obrzeży Sahary. Obliczono, że w 2016 roku miało miejsce 204 podobnych wyjazdów.
80% mieszkańców Hiszpanii znalazło miejsce w szeregach Państwa Islamskiego. Pozostałe 20% przyłączyło się do Al-Ka’idy oraz innych, pomniejszych organizacji. Szacuje się, że przynajmniej 45 ochotników z tego kraju poległo w walkach i atakach terrorystycznych. Natomiast wedle szacunków, około trzydziestu bojowników wróciło już do Hiszpanii. Do dziś udało się zatrzymać kilkunastu z nich. Pozostali dalej są poszukiwani przez hiszpańskie organy ścigania. Wszystkie powyższe dane zostały opracowane i przestawione przez Centrum Pamięci Ofiar Terroryzmu. Zaprezentowano je podczas konferencji zorganizowanej przez hiszpańskie MSW.
Co dokładnie oznaczają przytoczone przez Centrum liczby? Przede wszystkim w zestawieniu z Francją nie są one duże. Z tego drugiego państwa, wyjechało bowiem w zeszłym roku aż 1 700 osób, aby przyłączyć się do dżihadystów. Niemniej dane zebrane przez hiszpańską instytucję zostały uznane za niepokojące. Zwraca się uwagę między innymi na to, że wzrosła liczba niepełnoletnich, którzy chcą przyłączyć się do organizacji dżihadystów. Obecnie hiszpańskie sądy rozpatrują trzynaście podobnych przypadków. Dla porównania, w latach 2003-2008 był tylko jeden.
Wedle danych rządowej instytucji, chętni do przyłączenia się do ekstremistycznych ugrupowań pochodzą zazwyczaj z biednych i dysfunkcyjnych rodzin. Ochotnikami są przeważnie osoby urodzone w Hiszpanii, ale o marokańskich korzeniach. Najwięcej z nich mieszkało dotychczas w Katalonii oraz w hiszpańskich enklawach – Ceucie i Melilli.
Opracował: Krzysztof Wałaszewski