Jordi Patau

Wydarzenia w Katalonii nie mają nic wspólnego z wolnością.

 

Wydarzenia w Katalonii nie mają nic wspólnego z wolnością. Nie są wywołane duchem zwiększania wolności, który pcha część społeczeństwa ku pragnieniu niepodległości. Lokalne władze, które dążą do niepodległości regionu w praktyce zarządzały nim w ostatnim latach, wprowadzając na Katalończyków większe obciążenia niż państwo hiszpańskie.

 

Pierwsze, co powinno zostać wyjaśnione to fakt, że ten ruch nie powstał w samym społeczeństwie. Tak naprawdę to, co odbywa się dzisiaj jest częścią planu powstałego w roku 1990, tzw. ,,Program 2000”  partii „Convergencia i Unió” (CiU) [1]. CiU rządził Katalonią od 1980 do 2003 roku pod przewodnictwem Jordiego Pujola i Artura Masa w latach od 2010 do 2015. Niepodległość nie była nigdy przedmiotem politycznej dyskusji w Katalonii przed rokiem 2010. To zaskakujący zwrot CiU ku tendencjom  niepodległościowym  wypromował  w społeczeństwie tę alternatywę. W ostatnich wyborach wszystkie partie, które popierały niepodległość, osiągnęły tylko 48% głosów. W niewiążących i nieautoryzowanych wyborach,  zorganizowanych przez rząd Katalonii w 2014 r., frekwencja wyniosła zaledwie 37 %.

Drugą ważną rzeczą jest fakt, że trzy partie, które promują proces niepodległościowy, są nacjonalistyczne. CiU (teraz nazywający się PdeCat) był umiarkowany do 2012 roku, kiedy to przyłączył się do radykalnych nacjonalistów lewicowych (ERC) oraz antykapitalistów (CUP). Bardzo łatwo można wykazać, że ich intencją nie jest danie Katalończykom większej wolności. Wynika to z przebiegu zarządzania ugrupowań domagających się nie podległości, które zarządzały tym regionem Hiszpanii od dekad.

Swoboda językowa od zawsze była głównym roszczeniem niepodległościowców. Do tej pory używanie katalońskiego nie napotyka żadnych przeszkód. Jest to oficjalny język w Katalonii razem z hiszpańskim, co oznacza, że używa go cała administracja publiczna. W wielu publicznych kanałach telewizyjnych jest używany na wyłączność, w wielu kanałach prywatnych jest głównym językiem. Prasa, wiele stacji radiowych, media cyfrowe uzupełniają całą tę ofertę.

Szkoły publiczne i sponsorowane z funduszy publicznych (czyli olbrzymia większość szkół) są wyłącznie katalońskie i hiszpański jest tam jedynie jednym z przedmiotów. Różnorodność kulturowa w Katalonii jest w dobrej kondycji, rocznie w Katalonii jest wydawanych i tłumaczonych wiele książek. Wystarczy wziąć udział w wycieczce z przewodnikiem po Barcelonie żeby zobaczyć, że katalónski nie jest w żadnym stopniu poddawany represjom. Nie można powiedzieć tego o hiszpańskim. Mimo bycia językiem oficjalnym, jest systematycznie dyskryminowany na wielu polach. Rodzice nie mogę edukować swoich dzieci po hiszpańsku, poza płatnymi prywatnymi szkołami. Ludzie kultury, którzy nie są nacjonalistami, albo używają hiszpańskiego, są ignorowani przez administrację i media. Nawet biznes detaliczny jest poddawany sankcjom za używanie hiszpańskiego[2]. Niektóre organizacje powiązane z ruchem niepodległościowym nie kryją swoich prawdziwych zamiarów: jeśli uda się uzyskać niepodległość, zamierzają zakazać używania hiszpańskiego[3]. Według oficjalnych danych 95% populacji w Katalonii rozumie kataloński. Jest to zwykle używany język dla 36% populacji, hiszpański jest dla 50%[4].

Na poziomie kulturalnym pokazano już chęć ograniczenia obecności dzieł kultury, które nie pasują do nacjonalistycznej ideologii. Autorzy bądź intelektualiści, którzy tworzą po hiszpańsku są usuwani z mediów i pozostawieni bez hojnej dotacji publicznej. Zabroniono także walk byków, bardzo starej tradycji w Katalonii, ponieważ uznano ją za tradycję ,,hiszpańską”. Tak naprawdę rząd kataloński respektuje inne festiwale związane z zwierzętami, ponieważ uważa je za autochtoniczne. Przez kilka lat nacjonalistyczni politycy przeprowadzają manipulację bądź wprost historyczną inwencję aby stworzyć zniekształcony obraz. Został nawet utworzony ,,Institut of Nova History” (Insitute for New History www.inh.cat, Instytut Nowej Historii [przyp. tłum.]). Instytucja ta propaguje informacje katalońskie pochodzenie takich postaci jak Krzysztof Kolumb, Cervantes, Santa Teresa de Jesus czy Leonardo da Vinci.

Ale miejscem, gdzie ruch niepodległościowy poświęcił maksimum wysiłku dla swojej propagandy, są media. Stworzony został kanał telewizyjny, który zatrudnia więcej ludzi w całej Hiszpanii (włączając publicznie i prywatnie), co kosztuje 290 milionów euro rocznie.

Oprócz tego władze bezpośrednio dofinansowały media prywatne (około 13 milionów euro) oraz reklamy instytucjonalnej (ponad 98 milionów euro przez ostatnie pięć lat). Zostały utworzone specjalne oddziały mające na celu ,,nadzór” mediów, takie jak ,,CAC”, oraz ostatnio ,,Observatori  of the Discurs of l’Odi als Mitjans”, (co tłumaczy się jako ,,Observatory for the hate speech in media”, Obserwatorium mowy nienawiści w mediach, [przyp. tłum.]), które ma wyszukiwać treści wzmacniające, między innymi, ,,katalonofobię”. Ostatnia jednostka już wybrała ofiary swojej ,,obserwacji”[5].

Na poziomie ekonomicznym Katalończycy obciążeni są najwyższą stawką podatkową w Hiszpanii. Nie jest tak ponieważ Hiszpania jest rajem podatkowym. Średnio przeciętny obywatel Hiszpański pracuje dla państwa do 29 czerwca, natomiast obywatele Katalonii potrzebują więcej czasu, aż do 4 lipca (źródło: CIVISMO). A to tylko jeden z  przykładów pokazujący, że na władze regionalne nakładają na Katalończyków więcej obciążeń, niż władze państwowe. Poza tym, w ostatnich latach Jordi Pujol razem z rodziną jest poddawany śledztwu w sprawie fortuny niewiadomego pochodzenia wartej 3 miliony euro. Starszy syn Jordigo Pujola przebywa obecnie w więzieniu.

 

Na poziomie ekonomicznym Katalończycy obciążeni są najwyższą stawką podatkową w Hiszpanii

 

Nie da się więc oczekiwać, że ewentualne uzyskanie niepodległości da początek liberalnemu narodowi, raczej odwrotnie.  Byłby on w sytuacji pomniejszonej wolności i w rękach nacjonalistów, socjalistów i antykapitalistów.

Oto, co dzieje się teraz w Katalonii. Niepokoje, wzmacniane przez grupy nacjonalistyczne i interwencjonistyczne, sięgające po absolutną władzę w Katalonii i narzucenie swoich poglądów większości społeczeństwu, które ich nie podziela. To jest prawdziwa natura katalońskiego procesu niepodległościowego. Liberałowie nie mogą popierać czegoś takiego.

 

Autor jest członkiem hiszpańskiego wolnorynkowego think-tanku – Club de los Viernes.     

 

Tłumaczenia dokonała Dorota Maczuga z KoLiber Kraków

 

        

[1] https://www.dolcacatalunya.com/2016/08/documento-prueba-jordi-pujol-diseno-pruses-1990/)

[2] http://www.elmundo.es/cataluna/2016/04/22/571a0f33e5fdea08738b457b.html

[3] http://www.elperiodico.com/es/noticias/politica/grup-koine-manifiesto-catalan-unica-lengua-oficial-5018986

[4] https://www.idescat.cat/economia/inec?tc=3&Go=it gives01&lang=is

[5] http://www.media.cat/discursodimitjans/mitjans/.